Tamtej zimy całe miasto drżało w cieniu gwałciciela z Zielonej Góry. Pamiętam tasiemcowe kolejki po gaz pieprzowy i histerię medialną. W końcu większość napadów okazała się wymyślona, ale sprawców tych prawdziwych, jak dotąd, nie złapano.
Materiały archiwalne faktycznie sugerują, że "chłopiec z konikiem" pierwotnie stali w Krośnie. Ale dziś chyba każdy zielonogórzanin ma w zbiorach zdjęcie, na którym jako szkrab szlifuje siedzeniem koński grzbiet...